Zapraszamy do DK Rybniku-Niewiadomiu

marzec 1st, 2012

Zapraszamy 27 kwietnia 2012r (piątek) na 18.30 do Domu Kultury w Rybniku-Niewiadomiu.

Zaprezentujemy materiały filmowe i powspominamy nasz półroczny wyjazd do Azji.

Ale ten czas ucieka… na horyzoncie na szczęście Bangladesz:)

Zapraszamy do Łazisk Górnych

luty 8th, 2012
Zapraszam 19 lutego 2012 roku na godzinę 18:00 do Łazisk Górnych.
Wrócimy do filmu sprzed paru lat “W drodze. Przystanek Indie”.
Do zobaczenia
Miejski Dom Kultury w Łaziskach Górnych
ul. Świerczewskiego 2
PS Zaczynam przygotowywać wyjazd do Bangladeszu

ZAPRASZAMY DO KRAKOWA

listopad 24th, 2011

Birma, Wolność i Zniewolenie (2009) - film 42 min.

wrzesień 22nd, 2011

Materiał zrealizowany został podczas naszej półrocznej tułaczki Przez Azję.

Indie 2010

grudzień 19th, 2010

Cóż tu dużo mówić - warto żyć, podróżować, czuć… Życie jest za krótkie aby marzenia odkładać na przyszłość

14 grudnia 2010 / Indie / New Delhi

grudzień 14th, 2010

Trzydziestka w paru odsłonach|

…pędzimy piekielną prędkością przez ciemne Indie. Wnętrze autokaru po dwóch stronach korytarza podzielone jest na kilkanaście boksów. W naszym boksie, małej loży wyściełanej poduszkami, jest na tyle miejsca aby dwie osoby wyłożyły się wygodnie na śpiworach. Na podróż zakupiliśmy puszkę sardynek w sosie pomidorowym i whisky. „Gdyby jeszcze tak nie trzęsło, byłby to sposób podróżowania numer jeden” - szczególnie jeśli chodzi o przechylanie kubka z whisky. Co do sardynek, gdy nadeszła chwila otwierania i wbiłem czubek noża w metalową powierzchnię, sleeper bus się zatrzymał a kierowca krzykiem oznajmił, iż nadeszła pora kolacji. Dziurawa puszka trafiła do foliowego worka, a my do przydrożnej knajpy. Do Bombaju wjechaliśmy o poranku.

„Tego jeszcze nie było, 1335 km za 220 rupii. 220 rupii to niecałe 5$” - oznajmił Jacek reszcie ekipy, gdy wróciliśmy z ticket office z siedmioma biletami general ticket na trasę Bombaj – Delhi. W perspektywie mamy 22 godziny w indyjskim ścisku. „Indyjski ścisk” to nie jest „szalony ścisk”, to coś znacznie intensywniejszego. Może właśnie dlatego nawet nie zdołaliśmy wejść do wagonów general. Hindusi niczym nasze sardynki w puszce wypełniali każdy centymetr wolnej przestrzeni. Postanowiliśmy wejść do drugiej klasy (z leżankami) i dogadać się z konduktorem. Trafiliśmy na niego już po paru minutach, gdy poprosił nas o bilety. „To nie wasz wagon” - oznajmił „Nie dało rady” - mówimy - „do generala nie dało się wetknąć palca”. „Musicie zapłacić karę, ale w zamian za to możecie się rozłożyć gdzie chcecie. Nie macie jednak rezerwacji, ani miejsc leżących, jeśli pojawi się właściciel leżanki musicie mu ustąpić”. Tak też zaczęła się nasza wielka, nocna migracja.

Marysia próbuje zrobić węzełek na końcu nitki. Jej nowe indyjskie alladynki lekko się rozpruły. Starsza Hinduska, urocza pani, która wraz z mężem przygarnęła nas na swą leżankę, kiwnęła, aby Marysia podała jej igłę z nitką. Po chwili wprawnymi ruchami zszywała spodnie. Ja w międzyczasie rozprawiam się z zamkiem mojej torby na sprzęt fotograficzny. Jest zepsuty, w boju indyjskich wojaży nie spina dwóch części zamka. Spoglądam w na prawo. Koło mnie na ziemi klęczy Hindus z małymi kombinierkami i naprawia zamek mojego sąsiada. U pasa wiszą mu dziesiątki różnych zasuw, zamków i breloczków. „Nieźle” - myślę - „w indyjskim pociągu jest wszystko”. Po chwili, za równowartość 80 groszy, Hindus reperuje zamek. Działa perfekcyjnie (zamek i Hindus).

Leżymy na podłodze pomiędzy toaletami. Co chwila ktoś nas przekracza, czasami trzeba wstać, miejsca jest za mało. Drzwi z toalety raz za razem się otwierają. Jest około dziesiątej wieczorem. Wznosimy kubek z whisky. „Wszystkiego najlepszego” - słyszę.

Leżymy pod umywalką, do której przechodzący Hindusi spluwają czerwoną, betelową ślinę. Poczęstowaliśmy whisky Hindusa z obsługi (odlaliśmy mu troszkę trunku do butelki po coli), teraz nosi nam listy do Łukasza, który leży na podłodze kilka wagonów dalej. „ Łukasz jak będziesz wychodził z pociągu weź proszę statyw i mój plecak. Pozdrowienia spod umywalki”.

Na korytarzu parę metrów od nas, na plastikowym pojemniku siedzi starszy Hindus. Odziany jest w stary, brudny koc. Prawie się nie rusza – buja się zaledwie w rytm pociągowego stukotu. Jego twarz jest wychudłam, zmęczona. Pod drzwiami parę centymetrów dalej, pod kocem leży jego żona. „My za tydzień będziemy w domu, w Polsce” - myślimy - „ich życie jest właśnie takie… tak wygląda. Są ubodzy, umęczeni. Ludzi takich w Indiach są miliony”. Pokora, pokora, pokora.

14 grudnia 2010 - Indie / New Delhi

grudzień 14th, 2010

11 grudnia 2010 - Indie - Arambol

grudzień 11th, 2010

Pewnej księżycowej nocy parę dobrych lat temu wraz z grupką moich przyjaciół obchodziliśmy trzydziestkę Przemka. Rozpaliliśmy wielkie ognisko, zaprosiliśmy napotkanych podróżników, było niesamowicie. Tak było w Mongolii w 2004 roku. Zastanawiałem się czy i ja, kiedy strzeli mi trzydziestka będę gdzieś w drodze. Trzydziestka strzeli mi jutro… i to w jakiej drodze. W pociągu relacji Bombaj – Delhi. Podróż rozpoczynamy już dzisiaj wieczorem. O siódmej wsiadamy do sleeper bus - autokaru sypialnego (przestrzeń wewnątrz podzielona jest na zamykane, dwuosobowe boksy), który przewieść ma nas do Bombaju. Stamtąd, po pięciogodzinnej przerwie podczas której zdobyć musimy general ticket (o ile autokar nie będzie miał opóźnień), wskakujemy do pociągu, który w ciągu dwudziestu dwóch godzin przenieść ma nas do Delhi.
Trudno wyjeżdżać z Ave Maria. Siedzę właśnie na dachu – przede mną gąszcz palm kokosowych, bananowce, wszystko spowite w delikatnej mgiełce. Nawet ptaki krzyczą tu „goa, goa”. Obok na materacu siedzi facet przygrywający na jakimś nieznanym mi strunowym instrumencie. Koreańczycy przy stole obok wcinają śniadanie – omlet i przypiekane z cebulą ziemniaczki. Za 25 minut mamy check out – godzina, w której opuścić musimy pokój – w Ave Maria przypada na 10:30 rano.
Czas więc w drogę. Nim to jednak nastąpi odwiedzimy jeszcze Łukasza z dziewczynami w ich plażowym bungalow.

9 grudnia 2010 - Indie - Arambol

grudzień 9th, 2010

 Czas ucieka. W Ave Maria jesteśmy już tydzień – jak mgnienie. Życie w tym miejscu przybiera pewnego rodzaju rutyny – knajpa na dachu pełna zakręconych podróżników, spokojna plaża, palmy, słońce…

Wkrótce, najpewniej jutro lub pojutrze, przyjdzie zamienić szum oceanu na trajkotanie pociągu. Musimy wracać na północ, do Delhi. Drogę mamy daleką, podróż pociągiem trwa około 45 godzin a… nie ma już biletów z miejscówkami. Pozostaje general ticket… dzisiaj się jeszcze dowiemy.

9 grudnia 2010 - Indie - Arambol

grudzień 9th, 2010