Bangkok - Tajlandia
Niedziela, czerwiec 7th, 2009Aby krytykować Lenina najpierw trzeba poznać jego dzieła. Tę świętą zasadę zastosowaliśmy do stolicy Tajlandii – nie po to jednak, aby krytykować, raczej aby poznać, chwytać specyfikę Azji południowo-wschodniej. Poza buddyjskimi świątyniami (94% mieszkańców Tajlandii jest buddystami), wizerunkami pary królewskiej na co drugim skrzyżowaniu i prawie każdej instytucji publicznej (mieszkańcy Tajlandii żyją w wielkim szacunku do swego monarchy, ten zaś zawsze staje po stronie ludu), wizytówką Bangkoku jest czerwona dzielnica mieszcząca się pomiędzy Silom i Surawong Road. Właśnie tam udaliśmy się wczorajszego późnego wieczoru – właśnie to miejsce musieliśmy zobaczyć, aby obraz Bangkoku nie był jednowymiarowy.
Patpong jest tajlandzką stolicą rozpusty, która rozwija się szczególnie intensywnie od lat sześćdziesiątych zeszłego stulecia – od wojny wietnamskiej. Pierwsze co rzuca się w oczy to mnóstwo leciwych dżentelmenów z Zachodu w towarzystwie młodych, zgrabnych Tajek. Klub, do którego zawiózł nas rikszarz mieścił się na parterze dość pokaźnego wieżowca w pobliżu Plaza Hotel. Cóż mogę napisać więcej nie naruszając elementarnej przyzwoitości? Właściwie to nic. Z czystym sumieniem opuszczamy Bangkok, a kto wie czy nie ruszymy od razu w kierunku granicy z Kambodżą.
















