Archive for the ‘Nepal’ Category

Kathmandu - Nepal

Środa, maj 6th, 2009

Chwile spędzone na farmie gospodarza naszego guest hausu należą do tych, które rozjeżdżają się pomiędzy snem a jawą. Farma ta okazała się chatką – lepianką na zboczu wzgórza porośniętego drzewami mangowymi. Początkowo aura pogodowa nie sprzyjała – dotarliśmy do chatki przemoczeni. Z czasem jednak za sprawą kamiennego kominka i doborowego towarzystwa nastroje, które i tak były doskonałe, jeszcze bardziej się poprawiły. W poświacie księżyca na horyzoncie rysowały się białe szczyty himalajskiego masywu Annapurny.

Następnego dnia z rana powrót do Pokhary, szybkie załatwienie wszelkich spraw i w drogę do Kathmandu.

W minutę po dostaniu się na dworzec autobusowy siedzieliśmy już na dachu autobusu linii państwowych. W połowie drogi, po około czterech godzinach, zrobiło się ciemno, z nieba poleciały pierwsze gigantyczne krople deszczu. Szybka przesiadka do środka autobusu. Mijamy maoistyczne billboardy.

Stolica Nepalu powitała nas dość niekonwencjonalnie. Gdy wyszliśmy z autobusu, wokół nas zgromadziła się całkiem pokaźna grupka taksówkarzy czyhających na naiwnych turystów. Gdy za drogę na Thamel – miejsce, w którym postanowiliśmy zamieszkać – zażyczyli sobie kwotę, która zgodnie z naszą wiedzą jest zbyt wysoka, Łukasz przeszedł do drugiego kroku postępowania w takich sytuacjach – do targowania. Nasza propozycja – 200 rupii nepalskich – wydała im się zbyt zaniżona. Wszyscy jak jeden krzyczeli, że 250 rupii to minimum. Wszyscy oprócz jednego taksówkarza, który poklepał Łukasza po ramieniu i wskazał na swą taksówkę. To zaś nie spodobało się taksówkarzowi, który za wspomniane 250 rupii był pewien, że kurs należy już do niego. Po chwili wzniósł się lament, jeden taksówkarz uderzył drugiego, zaczęli się przepychać. W tumulcie nagłych wydarzeń wskoczyliśmy do pierwszej taksówki z brzegu i uciekliśmy. W prawym oknie widzieliśmy jeszcze jak jeden taksówkarz biegnie za drugim, ten pierwszy wpada na płotek, koziołkuje, a drugi rzuca mu się na szyję.

Potem już tylko ulice Kathmandu – na pierwszy rzut oka nie pasujące do postaci Nepalczyków, którym się przypatrywałem przez ostatnie dni. Gdzie ten spokój? Ulice mają troszkę domieszki klimatu chińskiego, choć w większości przypominają jednak Indie. No może nie ma tuk-tuków i riksz.

Mieszkamy w Cherry Guest Haust, w dzielnicy handlowej zwanej Thamel. Właśnie w tym celu zamieszkaliśmy właśnie w tym miejscu – czas wysłać paczuszkę do Siemianowic.   

Nepal

Środa, maj 6th, 2009
na farme dotarlismy przemoczeni - okolice Pokhary
na farme dotarlismy przemoczeni - okolice Pokhary
masyw Anapurny - widok z farmy Thanki
masyw Anapurny - widok z farmy Thanki
w chatce przy grze - Lukasz, Pawel, Thanka
w chatce przy grze - Lukasz, Pawel, Thanka
gra w toku
gra w toku
a za oknem Himalaje
a za oknem Himalaje
powrot do Pokhary
powrot do Pokhary
w drodze do stolicy Nepalu - Kathmandu
w drodze do stolicy Nepalu - Kathmandu
Maoistyczna promocja
Maoistyczna promocja
byle nie deszcz
byle nie deszcz

Pokhara - Nepal

Poniedziałek, maj 4th, 2009

Za 10 minut ruszamy do gorskiej farmy naszego nepalskiego wlasciciela guest housu - Thanki. Bierzemy tylko spiwory i latarki. Czec drogi pokonamy motorami, potem zas czeka nas troche marszu. Jutro z rana dostac sie musimy na dworzec - jedziemy do stolicy, do Kathmandu.

Pokhara - Nepal

Niedziela, maj 3rd, 2009
okolice

okolice - Charly, Lukasz, Pawel

 

wioska

wioska

:*

:*

Nepalka

kapusciana ko ko szka

jeden z bardzo czestych widokow - starsi ludzie z ogromnymi koszami

 

Charle zabawia nepalska mlodziez

Charle zabawia nepalska mlodziez

 

popisy akrobatyczne

popisy akrobatyczne

 

nie tak blisko!!

nie tak blisko!!

 

symbolika przypadkowa

symbolika przypadkowa

 

Sarangkot -  widok na Anapurne

Sarangkot - widok na Anapurne

 

jezioro Fewe  - wieczor w Pokharze

jezioro Fewe - wieczor w Pokharze

 

w osadzie tybetanskich uchodzcow

w osadzie tybetanskich uchodzcow

 

Charle i Lukasz

Charle i Lukasz

 

widok na Pokhare

widok na Pokhare

 

masyw Anapurny

masyw Anapurny

Pokhara- Nepal

Sobota, maj 2nd, 2009

Nepal idzie w dziwnym kierunku. Na pierwszych stronach miejscowych gazet widnieją emblematy maoistów. Nawet na znaczkach pocztowych pojawiają się czerwone sztandary. Maoiści Nepalscy wywalczyli już swoje. Rok temu, w 2008 roku doprowadzili do obalenia monarchii. Wcześniej zaś przez dziesięć lat, od 1997 do 2007 roku, w Nepalu panowała sytuacja wyjątkowa. Czy do idei takich jak maoizm sięgają w większości kraje ubogie? Czy w tych rozwiązaniach biedni mieszkańcy dostrzegają większą szansę na godziwe życie? Tak czy owak maoiści mają już dość sporo stołków w nepalskim parlamencie. Zobaczymy co będzie dalej.

W Nepalu pierwszy raz od dłuższego czasu poczuliśmy na sobie deszcz. Nagle spłynął z himalajskich gór podtapiając nasz tarasik przed pokojem. Pojawiły się także ogniste błyskawice, które z niezwykłą intensywnością rozjaśniały wzgórza nad jeziorem Fewe. wpatrując się w mieniące się rozbłyskami okno. Pokhara jest niezwykle spokojnym miasteczkiem. Mimo, że jest to jedno z większych miast Nepalu, na ulicach nie zaznaliśmy chaosu rodem z Indii. Miejscowi urodą przypominają Tybetańczyków, są przy tym przemili i taktowni. Oczywiście na swój własny sposób. Starsza Nepalka prowadząca rodzinną restaurację, w której jedliśmy smaczne śniadanie wskazała palcem na przechodzącą ulicą puszystą turystkę z Korei. Z niewinnym, pogodnym uśmiechem na twarzy poczęła wskazywać na swój brzuch zarysowując w powietrzu tuszę Koreanki. Śmiała się z jej gabarytów. Była przy tym taka pogodna, że nie sposób zarzucić jej jakichkolwiek negatywnych intencji.

Dzisiaj ruszyliśmy na motorach wzdłuż jeziora Fewe, które całkiem niedaleko za Pokharą przekształca się w żyzne pola ryżowe. Nepalskie wioski są niezwykle urokliwe. Co chwilę dało się słyszeć „namaste” -  tutejsze powitanie (podobnie jak w Indiach), przy którym Nepalczycy składają dłonie przy czole. Szczególne zainteresowanie wzbudzaliśmy wśród dzieci, które w ciągu minuty pojawiały się w miejscu naszego postoju. Widać, że przyjezdnych turystów jest tutaj dość sporo – dzieci od razu podbiegają do osoby robiącej zdjęcie i przez ramie próbują zaglądnąć na wyświetlacz aparatu. Trudno się dziwić, że miejsce to jest popularne wśród zagranicznych – jest to w końcu jedna z najciekawszych baz wypadowych w Himalaje. Tych najwyższych okolicznych szczytów niestety teraz z Pokhary nie widać. Od paru dni (do wczorajszego deszczu) nocą widzieliśmy płonące na wzgórzach lasy. Widok ten przypominał buntujące się wulkany. W porannej prasie wyczytaliśmy, że płoną lasy w całym masywie. Na zdjęciach satelitarnych widać ogromne smugi dymu zasłaniające białe szczyty.

 

Pokhara i okolice - Nepal

Piątek, maj 1st, 2009
okolice Pokhary

okolice Pokhary - Charle (Australia), Lukasz i Marysia

po minucie postoju

po minucie postoju

Lukasz

Lukasz

widoczek

widoczek

w drodze powrotnej

w drodze powrotnej

wieczorny widok na jezioro Fewe od strony Pokhary

wieczorny widok na jezioro Fewe od strony Pokhary

Pokhara - Nepal

Środa, kwiecień 29th, 2009

Jesteśmy w Nepalu. Do samej Pokhary – malowniczego miasteczka wśród Himalajów nad jeziorem Fewe – wjechaliśmy na dachu autobusu. Już na pierwszy rzut oka Nepal jest całkiem inną krainą – spokojniejszą, czystszą. Przejeżdżaliśmy przez małe wioski na zboczach gór. Harmider ulicy z tysiącem naganiaczy, natrętnych sklepikarzy, został po indyjskiej stronie granicy. Nepalczycy wydają się być z natury bardziej spokojni a wychodząc z autobusu w małej wiosce nie słychać dookoła nic poza śpiewem ptaków.

Wyjeżdżając z Varanasi podjęliśmy decyzję, że skorzystamy z niezwykle atrakcyjnej (finansowo) oferty agencji turystycznej, która za całkiem rozsądną opłatą zorganizuje przejazd do Nepalu. Do granicy mieliśmy jechać autokarem turystycznym (sic!), tam, już po stronie nepalskiej, przenocować i z rana ruszyć nepalskim autobusem do samej Pokhary. Rano o siódmej wsiedliśmy więc do tuk-tuka, który zawiózł nas na umówione miejsce. O dziwo z oferty tej jak się okazało skorzystało wielu zagranicznych. Znaleźliśmy się w grupie Brytyjczyków, Koreańczyków, Japończyków, Amerykanów itd. Z daleka już dało się słyszeć angielskojęzyczny tumult. Kierownik agencji zaprosił nas śniadanie do sklepiko-restauracji z widokiem na wspaniały, lśniący autokar zaparkowany po drugiej stronie ulicy. Zjedliśmy tosta z omletem. Czekamy. Po półtorej godziny nagle wyłonił się Hindus i poprosił aby wziąć bagaże i iść za nim. W międzyczasie wspaniały wehikuł turystyczny odjechał. Po dziesięciu minutach staliśmy przy zdezelowanym autokarze linii państwowych, takim jakim podróżowaliśmy do tej pory. W autokarze turystycznym zepsuły się hamulce. Pomyśleliśmy, że nie było nam dane zaznać komfortu – drugi raz próby już nie podejmiemy.

O ile my przyzwyczajeni jesteśmy do tego rodzaju podróży, turyści zagraniczni byli bardzo skonsternowani. Co chwilę z przodu bądź z tyłu dochodziły odgłosy typu „terrible”. Hehe

Nepalski autobus przysporzył nam dużo radości. Co chwilę dosiadali się Nepalczycy to z kozami, to z kurczakami w podziurawionym kartoniku. Jadąc na dachu poznaliśmy Charliego z Australii i Debrę ze Stanów Zjednoczonych. Trzymamy się razem. Charlie z nami zamieszkał. Teraz pozostało przypatrzeć się Nepalowi. Coś nowego i już teraz widzę, że fascynującego. 

Nepal i droga

Środa, kwiecień 29th, 2009
na dachu autobusu w drodze do Pokhary

na dachu autobusu w drodze do Pokhary

przez himalajskie wioski

przez himalajskie wioski

przerwa na cold drink

przerwa na cold drink

w drodze

w drodze

sklepik

sklepik