Pushkar
Wtorek, marzec 31st, 2009Nawet najświętsze miejsca potrzebują czasami ingerencji ludzkich rąk. Jesteśmy w Pushkarze – małym świętym mieście okalającym jeszcze świętsze, prawie wyschnięte, jezioro. Jezioro, zgodnie z wierzeniami hinduistów, powstało na miejscu lotosu upuszczonego przez Brahmę. Pushkar jest jedynym miejscem w Indiach i jednym z niewielu na świecie, gdzie znaleźć można świątynię Brahmy. Jezioro w środku miasta pamięta jak Brahma chciał dokonać w jego wodach yagna (samouśmiercenia). Kiedy na miejscu nie pojawiła się Savitri, Brachma poślubił inną kobietę. Na znak zemsty Savitri poprzysięgła, że Brahma czczony będzie tylko w tym mieście. Dzisiaj nad brzegiem opadającym daleko poniżej gatów (schodów) uwijają się hinduscy robotnicy. Pośrodku jeziora stoi zatopiona koparka. Ulice Pushkaru są niezwykle spokojne. Po ostatnich dniach spędzonych w niezwykle intensywnym Amritsarze czy wręcz dzikim Delhi, dobrze jest trafić do oazy spokoju. Radżastan – stan indyjski wielkością przypominający Polskę – w większości mieści się na pustyni Thar. Wystarczy odejść parę metrów od głównej ulicy okalającej jezioro a zaraz daje się wyczuć iście pustynną aurę. W powietrzu unosi się pył, jest sucho i gorąco. Nasz pokój, choć w jego skład wchodzą cztery ściany, podłoga, sufit, lampa, okno, szafka w ścianie, łóżko i parę karaluchów, to jednak jest niezwykle luksusowy – wychodzi się do pięknego ogrodu pełnego orientalnej roślinności. W nocy wspaniale widać gwiazdy, z oddali dochodzą odgłosy orientalnych ptaków. Na pobliskiej palmie przysiadła zielona papuga. Przyjechaliśmy tutaj z Delhi nocnym pociągiem. Przejazd indyjskim pociągiem daje możliwość zaobserwowania tego, co skrywa się przed oczyma turystów zamkniętych w murach ekskluzywnych hoteli. Pociągowy korytarzyk staje się miejscem przeróżnych scenek rodzajowych, gdzie każdy z aktorów z niecierpliwością czeka na swoje pięć minut. Pojawiają się śpiewająco - grający muzycy, żebracy czołgający się po podłodze, sprzedawcy przeróżnych specyfików (z zupą pomidorową włącznie), panowie w mundurach z ogromnymi dubeltówkami; wszyscy wniebogłosy krzyczą reklamując swe towary podczas gdy pod nogami przeczołgują się im żebracy.
Zastanawialiśmy się w drodze na dworzec jak naszą polską rzeczywistość odbierałby indyjski turysta. Bez ulicznego trąbienia, niezwykłych tłumów na ulicach, kolorów przyprawiających o zawrót głowy, skrajnych zapachów, ciapat, tali, przybysz ze wschodu doznałby najprawdopodobniej analogicznego uczucia z jakim my się chwilami borykamy. Myślę, że hinduskie żołądki chwilami zachowywałyby się tak, jak chwilami zachowują się nasze tutaj. I ta względna polska cisza na ulicach z pewnością nie pozostałaby bez echa – czułby się, myślimy, nieswojo. Ale tylko przez krótki czas – do wszystkiego można przywyknąć. Po jakimś czasie udomawiamy otaczającą nas rzeczywistość.




























