Mongolia - Ulan Bator

sierpień 11th, 2009

Zbliżając się do ostatniego etapu naszej azjatyckiej przeprawy zastanawia mnie czym właściwie jest podróż. Cóż w niej jest tak odurzającego; cóż sprawia, że niedługo po przyjeździe do świata, który jest nam najbardziej znany, coś ciągnie tam, w nieznane?

Podróż to nie tylko przemieszczanie  się z miejsca na miejsce, to nie tylko nocne pociągi i wciąż nowe – choć te same – hotelowe pokoje. To nie tylko wspaniali ludzie poznawani w najdziwniejszych okolicznościach, to nie tylko kurz, naganiacze, riksze, meczety, buddyjskie klasztory, himalajskie szczyty, bezpańskie psy, białe Ambasadory, okrutni despoci, czy przydrożne knajpy. Dla mnie to przede wszystkim delikatny promień słońca, zapach poranka czy szum trawy – wszystko to, co mamy tam, skąd ruszać się nie musimy – wszystko to, co właśnie tam umyka nam między palcami.

Podróż jest intencjonalnym, świadomym zwróceniem się w stronę świata; świata ze wszystkimi swymi subtelnymi smaczkami, na które tam, w naszych domach, w biegu, trudniej (przynajmniej mi) zwracać uwagę.

Podróż to również czas na przemyślenia, swoiste bilanse naszych poczynań. Żyjąc tam, w swych domach, wciąż, z dnia na dzień, nieustannie w pośpiechu łączymy koniec z końcem, biegniemy przez życie, mówimy, pytamy, prosimy, krzyczymy, wołamy, klniemy…wciąż i bezustannie dokładamy doświadczeń i wrażeń. Bez momentu wytchnienia, bez chwili na przemyślenia… w końcu życie nasze może stać się chaotyczne, niestrawione.

Podróż to czas na porządki…czy dobrze zrobiłem, czy słusznie postanowiłem…może czas na zmiany? Godziny, dnie, tygodnie na pociągowej pryczy, autokarowym siedzeniu; tak – to dobry moment na przemyślenia.

W podróży łatwiej nie zapominać o swym życiu, odpowiedzialności za każdą minutę, którą tak łatwo zmarnotrawić, tak łatwo zatracić przed telewizorem, Na dobre i na złe.

Podróż pokazuje nam, że wszyscy jesteśmy tacy sami; chcemy żyć, być szczęśliwi, kochani – żyć, być – bez względu na kolor skóry czy wyznanie. Człowiek jest tylko człowiekiem, różnią nas kultury i obyczaje – często się nie rozumiemy (nie ma okien) – mimo wszystko nikt na tym świecie nie chce cierpieć; nie ma gorszych i lepszych.

Podróż dla nas Polaków, to także lekcja optymizmu. Nie jest u nas tak źle, jak niejednokrotnie nam się wydaje; wręcz przeciwnie – jesteśmy szczęściarzami. Jest tylu cierpiących, ubogich, tylu, których los rzucił na spieczone ulice Kalkuty, Jammu czy wielu, wielu innych miejsc. Nie narzekajmy, raczej dobrze wykorzystajmy to, co jest nam dane.

Uff ale się rozpędziłem…już wystarczy.

Jutro wieczorem o 21 wsiadamy do pociągu relacji Ułan – Bator – Ułan Ude. Po ponad dobie znaleźć się mamy w pobliżu Bajkału, w Rosji. Stamtąd następnego poranka wsiadamy do pociągu Transsyberyjskiego relacji Ułan Ude – Moskwa. W nim spędzimy kolejne cztery noce. W Moskwie spędzić chcemy kilka godzin, wieczorem zaś kolejny etap podróży – pociąg relacji Moskwa – Lwów (24 godziny). Właśnie we Lwowie planujemy pierwszy odpoczynek. Czeka nas niezły maraton.

retrospekcje Przez Azje

sierpień 11th, 2009
Polska - impreza pozegnalna w Siemianowicach Slaskich

Polska - impreza pozegnalna w Siemianowicach Slaskich

 

Polska - pare minut przed odjazdem

Polska - pare minut przed odjazdem

 

Polska - przed katowickim dworcem

Polska - przed katowickim dworcem

 

Ukraina - wpis na bloga w jednej z lwowskich kafejek

Ukraina - wpis na bloga w jednej z lwowskich kafejek

 

Rumunia - krotka wizyta w Bukareszcie

Rumunia - krotka wizyta w Bukareszcie

 

Turcja - widoki w Erzurum (wschodnia Turcja)

Turcja - widoki w Erzurum (wschodnia Turcja)

 

Iran - kolorowo zakryta glowa

Iran - kolorowo zakryta glowa

 

Iran - pobocza Teheranu

Iran - pobocza Teheranu

 

Indie - kolory sari

Indie - kolory sari

 

Indie - gdzies tam w innym swiecie

Indie - gdzies tam w innym swiecie

 

Indie - rejony Puszkaru

Indie - rejony Puszkaru

 

Nepal - dzieci z wioski niedaleko Pokhary

Nepal - dzieci z wioski niedaleko Pokhary

 

Birma - buddyjska swiatynia

Birma - buddyjska swiatynia

 

Birma - widok ze statku

Birma - widok ze statku

 

Birma - siatynie w Bagan

Birma - siatynie w Bagan

 

Kambodza - w swiatyniach Angkor Vat

Kambodza - w swiatyniach Angkor Vat

 

Laos - pola ryzowe w Don Det

Laos - pola ryzowe w Don Det

 

Chiny - dzieci Szanghaju

Chiny - dzieci Szanghaju

 

Chiny - droga w kierunku Placu Tiananmen

Chiny - droga w kierunku Placu Tiananmen

 

Mongolia - na stepie

Mongolia - na stepie

Ulan Bator - Mongolia

sierpień 9th, 2009

Plan zrealizowaliśmy. Udało nam dostać się na prawdziwy step z jurtami, końmi, jakami, brakiem prądu i wszystkim co kojarzyć się może z totalnymi bezdrożami.

Do Cecerleg dojechaliśmy zaledwie po 10 godzinach. Choć sporą część drogi jedzie się samym stepem z paroma wyjeżdżonymi ścieżkami, to jednak z boku widać nowopowstającą, asfaltową drogę. Poza tym widać już tylko zielone stepy, wzgórza, zwierzęta i gdzieniegdzie mieniące się w blasku słońca płócienne jurty.

Jak na stolicę ajmaku Cecerleg wygląda niezwykle skromnie. Parę sklepów, budka z biletami autobusowymi, mały bazar, trzy skromne hoteliki i usytuowany na wzgórzu klasztor buddyjski. Jak tylko wysiedliśmy z autokaru od razu ruszyliśmy w stronę najskromniejszego hotelu. Mieliśmy namiot (wypożyczyliśmy od Serga w Ułan Bator), jednak jak na pierwszą noc musieliśmy zebrać parę informacji co do autokaru powrotnego jak i najciekawszych miejsc pod biwak. Przeczucie nas nie myliło. W najskromniejszym hotelu przywitała nas mówiąca po angielsku Jaz – studentka medycyny z Ułan Bator, która wakacje spędza w rodzinnej miejscowości. Rzuciliśmy plecaki i wspólnie udaliśmy się na pobliski bazar w celu zakupienia kumysu. Specyfik ten (sfermentowane mleko kobyły) niezwykle nam zasmakował. Trochę przypomina nasze polskie zsiadłe mleko, z tym, że w wyniku fermentacji ma lekką domieszkę alkoholu (w zależności od procesu powstawania od 2-8%).

Gdy wróciliśmy do hotelu Jaz zaproponowała, abyśmy następnego dnia wspólnie udali się do jej rodziny na wieś. Oczywiście na propozycję przystaliśmy.

Miejsce, do którego dojechaliśmy piątkowego poranka znajdowało się 10 km od Cecerleg. Ojciec Jaz prowadzący dość ekskluzywnego jeepa tuż za miastem zjechał z drogi – wjechaliśmy na płaski jak blat stołu, zielony step. Jedynie po bokach w oddali majaczyły szczyty jednego z piękniejszych górskich pasm. Wieś, na którą składały się cztery jurty usytuowana była nad wijącym się przeuroczym potokiem. W chwilę później siedzieliśmy już w jednej z jutr zajadając się mongolskimi specyfikami. Oczywiście nie mogło zabraknąć kumysu, archi (destylowanego sfermentowanego mleka kobyły), przeróżnych wyrobów z mleka jaka, krowy oraz kobyły, malutkich wypiekanych chlebowych ciasteczek, jagód oraz porzeczek. Rytm życia mongolskiej wsi nie wyznacza tak ważny w naszej kulturze zegarek, lecz pory dojenia kobył, jaków oraz krów. My sami uczestniczyliśmy w trzech (z czterech) dojeń. Marysia spróbowała nawet własnoręcznie – niestety z marnym efektem. Był również czas na jeżdżenie na koniach. Mongołowie mają tę sztukę we krwi. Widzieliśmy jak mali chłopcy beztrosko dosiadają dużo większe od nich konie (choć mongolska odmiana jest dużo niższa od znanych nam europejskich ras) i radośnie rajcują po stepie. Dla mnie próba ta była swoistą lekcją latania. Nie wiedzieć czemu niepozorny mój koń zapragnął nagle przejść w galop. Miast pociągnąć za lejce krzyknąłem  „ciu ciu” (mongolski odpowiednik „wio”) – koń przybrał astronomicznej prędkości. Potem pamiętam już tylko mój indywidualny lot; zakończony jednak szczęśliwym lądowaniem. Wieś będzie miała co opowiadać przez najbliższe parę miesięcy.

Długo by opowiadać o wszystkich szczegółach życia mongolskich koczowników. Mieliśmy niezwykłe szczęście móc to wszystko zobaczyć i do tego bez większych przeszkód móc się porozumieć – pomocną była nasza tłumaczka Jaz.

Deszczową noc spędziliśmy w namiocie. Jak ostrzegła Jaz nie mogliśmy go opuścić – na noc zgodnie ze zwyczajem spuszcza się groźne psy.

Do Ułan Bator wróciliśmy dzisiaj o godzinie 18. Jutro czas odebrać wizy z Ambasady Rosyjskiej.  

z mongolskich stepow - czesc 1.

sierpień 9th, 2009
przystanek w drodze

przystanek w drodze

 

busostopowicze

busostopowicze

 

klasztor buddyjski w Cecerleg

klasztor buddyjski w Cecerleg

  

w jurcie

w jurcie

 

czym chata bogata

czym chata bogata

 

nasz namiot posrod jurt

nasz namiot posrod jurt

 

stepy

stepy

 

zwierzeta naszych gospodarzy

zwierzeta naszych gospodarzy

 

5 minut przed szkola latania

5 minut przed szkola latania

 

szkolka jezdziecka

szkolka jezdziecka

 

mistyczny jak

mistyczny jak

 

zaganianie jakow

zaganianie jakow

 

dojenie jaka

dojenie jaka

P. Loft diary 3

sierpień 5th, 2009

Po odrobieniu calej papierkowej roboty i uzeraniu sie z chinska biurokracja oraz  “przemilym” straznikiem w ambasadzie polskiej, zlozylem wszystkie potrzebne dokumenty i w poniedzialek odbieram nowa wize chinska. A juz we wtorek wsiadam w samolot i udaje sie w strone polandi:) Tym czasem obijam sie nieziemsko wiekszosc czasu spedzam w hotelu poznajac przerozne zakrety zyciowe z jakimi mam przyjemnosc znajdowac sie pod jednym dachem. Zeby nie byc calkiem bezczynny postanowilem jutro udac sie do wioski olimpijskiej polozonej o pare przystankow metra od hotelu a ze udalo mi sie uruchomic aparat takze beda zdjecia:)

Ulan Bator - Mongolia

sierpień 5th, 2009

Jutro z rana ruszamy w stepy. To, co mieliśmy do załatwienia w Ułan Bator, można powiedzieć, że jest załatwione. W końcu udało się złożyć wnioski o wizę tranzytową do Ambasady Rosyjskiej. W kolejce spotkaliśmy te same osoby z dnia poprzedniego i tak jak nam udało się uzyskać potwierdzenie złożenia dokumentów, tak też tym biedakom starszy pan urzędnik oznajmił, aby przyszli następnego dnia. Przerażająca machina biurokratyczna.

Do Cecerleg jedziemy transportem publicznym. Podróż planowo trwać ma 14 godzin – jak jednak przestrzega nasz przewodnik, niejednokrotnie wydłuża się do 2 dni. Zobaczymy. Cecerleg jest podobno jednym z najpiękniejszych ajmaków (coś jak województwa) w Mongolii. W pobliżu znajduje się wiele ciekawych miejsc, jak chociażby tajemnicza skała z do dziś niezbadanymi wiekowymi znakami (podobno pochodzenia buddyjskiego).

Nie wiemy za bardzo, czy przez najbliższe parę dni będziemy mieli kontakt ze światem. Tak czy siak, planujemy wrócić w poniedziałek bądź wtorek (w zależności jakie okażą się realia podróżowania środkami publicznymi). Droga, w takim znaczeniu, jaki mamy myśląc o drodze, kończy się już paręnaście kilometrów za stolicą. Potem tylko stepy, stepy, stepy…  

chwile w Ulan Bator - Mongolia

sierpień 5th, 2009
przeszlosci

przeszlosci

 

w centrum Ulan Bator

w centrum Ulan Bator

 

w temacie: wiza rosyjska

w temacie: wiza rosyjska

 

dworzec autobusowy "Dragon" stad ruszamy do Ciecierleg

dworzec autobusowy

 

chwile rozrywki

chwile rozrywki

 

poblize dworca autobusowego "Dragon"

poblize dworca autobusowego

 

smutne widoki

smutne widoki

 

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: State Department Store

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: State Department Store

 

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: widok z placu Suche Bator

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: widok z placu Suche Bator

 

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: pomnik Suche Bator

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: pomnik Suche Bator

 

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: budynek Parlamentu przy Placu Suche Bator

najwazniejsze miejsca Ulan Bator: budynek Parlamentu przy Placu Suche Bator

Ulan Bator - Mongolia

sierpień 3rd, 2009

Mamy piekna pelnie ksiezyca. Pytanie: czy pelnia jednoczesnie jest na calym swiecie, czy zalezy od szerokosci geograficznej?

Co dzisiaj? Po raz kolejny staralismy sie zalatwic wize rosyjska. Po raz kolejny starania nasze zakonczyly sie fiaskiem. W kolejce do Ambasady stalismy jako drudzy. Nic to. Gdy dostalismy sie do srodka musielismy wypisac wnioski; gdy to zrobilismy przy okienku do pana przyjmujacego dokumenty urosla dluga kolejka. Gdy mielismy zostac obsluzeni pan stwierdzil, ze na dzisiaj wystarczy i mamy przyjsc jutro. Staramy sie, aby takie drobne sytuacje nie zawazyly na odborze rzeczywistosci.

Sporo czasu spedzamy z rodzina wlasciciela naszego guest house. Wczoraj wieczorem siedzielismy az do 1 w nocy. Sam Serge studiowal na Uniwersytecie w Pradze, zona brata jego zony - hmm… czyli szwagierka (tez tam obecna) calkiem niezle mowi po polsku. W latach 90. pracowala w Lublinie oraz Chelmie. Ludzie ci sa niezwykle serdeczni i weseli. Nowe doswiadczenia, nowe znajomosci.

Ulan Bator dzisiaj na zmiane jest deszczowy i sloneczny. Raz pada deszcz, raz zas przypieka azjatyckie slonce. Zbieramy ksiezycowe sily na jutrzejsze kolejne starcie z  Ambasada.  A chcielismy jutro wyjechac na stepy…

Ulan Bator - Mongolia

sierpień 2nd, 2009

Jesteśmy w strefie wpływów klimatu kontynentalnego. Ułan Bator jest pierwszym chłodniejszym miejscem od dobrych poru miesięcy. Wieczorami temperatura spada do 10 stopni Celsjusza. Jest zimno. Do tej pory biegałem w moich białych, nepalskich spodenkach – teraz czas na zmiany. Dzisiaj rano byliśmy na, jak dowiedzieliśmy się od znajomych, największym azjatyckim bazarze. Cel był jeden. Zakupić ciepłe ubrania. W tej chwili mam na sobie dżinsy, w kącie leży koreańska kurtka. Cóż. Azja południowa została daleko za nami. Indie, Nepal, Tajlandia, Kambodża – to wszystko już wspomnienia.

Mongolia jest nam Polakom bliższa. To nie tylko klimat kontynentalny, który w Polsce dociera w rejony Suwałk. To także kuchnia. Byliśmy dzisiaj na obiedzie, który z powodzeniem nazwać można obiadem w stylu polskim. Był gulasz, były ziemniaczki i suróweczka. Cóż…ciekawa odmiana.

To również nie wszystko. Od chwili, kiedy przekroczyliśmy granicę chińsko – mongolską, od razu zaczęliśmy rozmawiać po polsku. Właściwie już w pociągu paru Mongołów słysząc, że jesteśmy Polakami, zaczęło rozmawiać z nami…po polsku. Większość z nich pamięta język polski jeszcze z okresu dominacji naszego czerwonego brata; młodsi w Polsce studiują.

Ostatnie dwa dni spędziliśmy właściwie w grupie polskich podróżników, wspaniałych studentów, którzy pełni pasji przemierzają azjatyckie bezdroża. Pięknie jest bez barier językowych dzielić się własnymi przeżyciami…tak po prostu.

Skrajnym zbiegiem okoliczności była trójka Polaków, których poznaliśmy w Zamyr Uud – pierwszym mongolskim miasteczku (obecnie z nimi mieszkamy). Na pytanie skąd pochodzą usłyszeliśmy, że z… Katowic. Odpowiedzieliśmy, że my jesteśmy z Siemianowic Śląskich. „Hmm - mówi Paweł, jeden z trójki - w Siemianowicach dwa lata temu miałem praktyki w Urzędzie Miasta”. „Właśnie tam pracuję” – odpowiadam. Czy świat nie jest mały?

Ale po kolei. Mała retrospekcja.

Z Pekinu wyjechaliśmy w czwartek wieczorem. Już na dworcu zaprzyjaźniliśmy się z dwójką naukowców z Mongolskiej Akademii Nauki – z Delgersikhan`em oraz Byambanyam Enkhbayar`em. Wspólnie wsiedliśmy do autobusu sypialnego, który, w niezwykle zaskakującym tempie, dowiózł nas do Erenhot – ostatniego miasteczka po stronie chińskiej. Dojechaliśmy około 4 rano. Gdy nieco zaspani wytoczyliśmy się z autobusu od razu zaatakowała nas chmara naganiaczy, którzy w ogóle nie słuchając naszych argumentów, próbowali nakłonić nas do skorzystania z ich niepowtarzalnej oferty. Postanowiliśmy, że nie będąc pewni poprawnego wyboru (mając również problemy komunikacyjne) zrobimy to, co nasi nowi, mongolscy znajomi. Tak też w pół godziny później znaleźliśmy się w malutkim hoteliku przy jednej z handlowych ulic Ernhot. Cel – wyspać się do rana, zrobić ostatnie zakupy i wio w stronę granicy.

Dalsze wydarzenia są dość charakterystyczne dla przekraczania granic pomiędzy krajami Azji, które łączą również dość znaczące stosunki handlowe. Granicę przekraczaliśmy w wynajętym dżipie, na społy z grupą mongolskich handlarzy. Było całkiem zabawnie i bezproblemowo. Pierwsze mongolskie miasteczko – Zamyer Uud – jest już całkiem innym światem. Tu kończy się Azja orientalna, tu kończy się to wszystko, co wydaje się nam obco-fascynująco-obezwładniające. Mongolia leży już w strefie kulturowej zbliżonej do naszej (z podobnymi doświadczeniami historycznymi). Mongolia jest już państwem, gdzie uraczyć można wiele już bliższych nam zwyczajów, potraw, sposobów myślenia. Powoli wracamy, to czuję już w powietrzu; chodząc w dżinsach, jedząc kiełbaskę, nawet siedząc z polskimi podróżnikami przy czystej wódeczce.

W Ułan Bator trafiliśmy do Serge`s Guest House. Właściciel, którego pamiętam sprzed pięciu lat, jak wielu Mongołów spotkanych na ulicach stolicy, posługuje się językiem polskim. Jestem nawet w tym samym pokoju, w którym pięć lat temu spałem z mymi przyjaciółmi. Dziwne uczucie. Serge w międzyczasie dorobił się dzieci, powodzi mu się całkiem nieźle. Gdy przypomniałem mu, że poznaliśmy się parę lat temu, wyciskał mnie serdecznie. Dobrze jest wracać.

Z praktycznych spraw załatwiliśmy bilety na pociąg do rosyjskiego Ułan Udee, skąd mamy już pociąg transsyberyjski do Moskwy. Ale to dopiero za tydzień. Jutro bądź pojutrze, w zależności jak ułożą się sprawy z Ambasadą Rosyjską (w Pekinie odrzucono nasze wnioski o wizę tranzytową) chcemy ruszyć w stepy. A jest to dogłębnie piękna sprawa. Już zapomniałem, jaki czar ma zielony step z białą, płócienną jurtą i wypasającym się koniem. Tu jest tak pięknie, tak cudownie…tak jakoś bliżej.

Dotarły również do nas niedobre wieści z Pekinu. Łukasz najprawdopodobniej musi wrócić do Siemianowic. Chińskie Ministerstwo do Spraw Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie chce mu wystawić chińskiej wizy (sic!) póki nie przedstawi biletu powrotnego do domu. Cóż za absurd. Chwytamy się jednak jeszcze nadziei, że może gdyby Łukasz wykupił bilet na odcinek kolei Transmandżurskiej (przez Chiny i Rosję do Ulan Udee), władze chińskie wbiją mu odpowiednią pieczątkę. Łukasz! Cokolwiek by się nie stało, gdziekolwiek byśmy się nie spotkali (czy to w Ulan Udee, czy też we Lwowie) myślami jesteśmy przy Tobie.

Za oknem widzę stolicę Mongolii; budujące się średniej miary szklane wieżowce, ulicę z pędzącymi Hammerami; z tyłu zaś majaczą zielone góry i bezkresne stepy.

Choć jednak nie wróciłem jeszcze do domu, już intensywnie tęsknię za Indiami. Teraz, czując, że się zbliżam, tęsknota ta zaczyna tężeć. Coś mi tak po głowie chodzą północno – wschodnie Indie; Sikim i bezdroża  Nepalu.                 

droga Chiny - Mongolia i… Mongolia

sierpień 2nd, 2009
autobus sypailny w drodze na granice chinsko - mongolska

autobus sypailny w drodze na granice chinsko - mongolska

 

poblize granicy chinsko - mongolskiej - handlarze

poblize granicy chinsko - mongolskiej - handlarze

 

nocny przystanek po stronie chinskiej

nocny przystanek po stronie chinskiej

przejazd pociagiem z granicy mongolskiej do Ulan Bator

przejazd pociagiem z granicy mongolskiej do Ulan Bator

 

pierwsze stepy

pierwsze stepy

 

dojazd do Ulan Bator - stolicy Mongolii

dojazd do Ulan Bator - stolicy Mongolii

 

stepy

stepy

 

stolica na stepie

stolica na stepie

 

w poblizu parlamentu

w poblizu parlamentu

 

wczorajsze spotkanie w polskim gronie (+ Pudzi - Mongol, ktory w Polsce mieszkal 12 lat)

wczorajsze spotkanie w polskim gronie (+ Pudzi - Mongol, ktory w Polsce mieszkal 12 lat)

 

wejsce na bazar

wejsce na bazar

 

urywek bazaru

urywek bazaru

 

droga z bazaru

droga z bazaru

 

Mongol w tradycyjnym stroju - autobus miejski

Mongol w tradycyjnym stroju - autobus miejski

 

pozegnanie polskich znajomych odjezdzajacych w strone Pekinu

pozegnanie polskich znajomych odjezdzajacych w strone Pekinu